czwartek, 5 lipca 2012
czerwionka z mirczansem
Miałyśmy iść na zakupy z Patoś, skończyło się tak, że Patoś nawet nie wyszła z domu i poszłam sama z Mirką. hehe, przygoda życia? jeszcze nie. Poszłyśmy na peron, siedzimy, gadamy, śmiejemy się i genialny pomysł Mirki, że potrzebuje pomocy szurusia, jeden telefon, 30 minut czasu na dotarcie do domu, ogarnięcie wszystkiego i jedziems do Czerwionki. Najlepsze "no, my już jesteśmy - cho na jp - niee, wyjdź po nas - no, już idę - same doszłyśmy na osiedle - a szuruś 2m za wszystkimi i gdzie one są, hmm " faktycznie byśmy się nie straciły gdybyśmy nie wiedziały gdzie iść, co tam. Haha, opieka banana nad nami "zaraz dostaniemy wpierdol, schowajmy się" i lasek, miejscówka czerwionkowa z wszystkimi, gdybym miała zapamiętać choć połowę imion ludzi których wczoraj poznałysmy, musiałabym być geniuszem, bez kitu. Tylko " cześć, *** jestem" <ok> odsunął rękę i już nie pamiętałyśmy imienia, zawsze spoko. " uśka uważaj bo mi się tu jeszcze zabijesz" też ok, dobre miejsce, szłam tamtędy gorzej niż Patoś ostatnio i dobra rada dla nas na przyszłość - NIE JEDŹ DO CZERWIONKI BEZ BLUZY, bo będziesz mieć na sobie kolejne 20 ukąsszeń komarów z lasku, zawsze spoko. tekst mamy po powrocie - boże, tylko w czerwionce tak gryzą, będę miała jak poznać kiedy tam byłaś <ok> . Powrót do domu pociągiem o po 22 też mi specjalnie nie pomógł, ale było warto! Nie mam siły na nic teraz zupełnie, jestem niewyspana, wyjazd do Martyny przesunął się o jeden dzień niestety, a chciałam już dziś zobaczyć moją kochaną mordkę, serio serio : * no cóż, dam radę, normalnie. Dziękuję Wam za wczoraj - M, M, Ł, P, B, D, D + 20 innych osób <ok> buzibuzi, chcę już jakieś ogarnięte ognisko, knurów, cokolwiek z taką ekipą, bo wczoraj zdecydowanie za mało czasu na cokolwiek.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz