niedziela, 2 września 2012

koooooooooooniec misiaki

Nie wiem jak opisać te wakacje tak, by w pełni wyrażało to jakie były, nie chcę opisywać po kolei wszystkich wydarzeń bo zwyczajnie nie ma to sensu. Dziękuję przede wszystkim Wam, że byliście, że sprawiliście że zupełnie się nie nudziłam przez te dwa miesiące (w moim przypadku, ponad dwa miesiące).
Połowa czerwca spędzona na wagarach z Dżoli, Patoś, Mirką, Alą, na przemian, rozpoczęcie w Paradoxie najlepsze na świecie, później początek lipca w Bukowie, trzy dni wyjęte jakby z bajki, za co dziękuję z całego serduszka Dawidowi :* później najlepszy tydzień z możliwych z Wilkiem, spędzony na spaniu do południa, park, chlanie, kino, tak przez calutkie wakacje, dwie domówki u Ali - Patryk, Patoś, Mirka, Ala, Lili, Ejtek, Dżoli, Kuba :* Jak i nocka u Mnie z Mirką i Patrykiem :)) Później sierpień, zaczęły się wypady środowe i piątkowe do Katowic na ENERGY z Alą, Mirką, Szurusiem, Marszim, Lodim, Łysym i innymi których niestety nawet nie było czasu poznać :)) Całkiem Nowi ludzie - Marek, Kamil, Adam, Sebastian, Olaf itd, czyli to czego chciałam przede wszystkim - jak najwięcej nowych znajomych :) Spotkanie bardzo nieoczekiwane tam z Marcinem :* I codzienne spędzanie czasu do wieczora na mieście, plus zupełnie nieplanowany wyjazd nad Morze do grzybowa z Klimeczkiem, za co bardzo Ci dziękuję i buziam :* Popsucie atmosfery w ostatnich dniach, kiepskie pożegnanie tych wakacji, niestety. Ale i tak nie żałuję ani dnia, czekam z utęsknieniem na następne, które możemy już planować i do których możemy śmiało odliczać, buziaczki dla wszystkich i każdego z osobna :*






czwartek, 30 sierpnia 2012

energy 2000 part V

Wszystko jak najbardziej na plus, ludzie, atmosfera, klub, muzyka, choć zaczyna mnie to męczyć - najpierw bieg na peron, później godzina w pociągu (choć dzięki Wam, ta nie była taka najgorsza) najlepsze pomysły ludzi z czerwionki, stukanie na szybę gdy włodzimierz próbuje rozkręcić imprezę - "jak zacząłem to dokończe, no bo co miałem robić", rozkminy szurusia na temat - nie potrafię gwizdać, najlepsza impreza tych wakacji prawdopodobnie, mam milion słów by ją opisać lecz użyję jednego - IDEALNIE, pomijając hot 15 przez pana spod ściany i pana Sebastiana z brakiem pamięci do imion który ogarnął wspólny język, choć ze względu na brak kalifornijskich chłopców mogłabym się nieźle wkurzyć to jednak się tego spodziewałam, później pogubienie się w Katowicach zawsze spoko, droga powrotna, najgorsze pożegnania ever, nie ogarniam aż wręcz. I rozpoczął się najgorszy dzień - najpierw godzina zamarzając na dworze na husiawce, później zacinający się komp ali, spadający telefon, zamarzający ufsiak, męczące spanie do 15, miasto z Patrykiem bez Patryka ale za to z Alą, wieczór z Nimi i Mirczansem , choć troszeczkę, dziękuję gnojki :*

wtorek, 28 sierpnia 2012

wszystko tak samo jest inaczej

Tyyyyle znowu się dzieje, znowu nie mam siły, znowu mam ochotę tylko chlać by o tym nie myśleć, poprawiać sobie humor jakimiś głupotami, byleby tylko zająć czymś myśli i choć zdaję sobie sprawę że to dziecinne uciekanie od problemów którymi i tak trzeba będzie w końcu stawić czoła to jak na razie nieźle mi to wychodzi, chciałabym żeby jutrzejsze energy wypaliło w stu procentach, chciałabym na prawdę wyłączyć się od wszystkiego na tą jedną noc, bawić się, tańczyć, pić, uśmiechać, śmiać, poznawać nowych ludzi tak jak za pierwszym razem kiedy tam byłyśmy. Mam nadzieję że to mi się uda :-))

A póki co codziennie miasto, korzystanie z ostatniego tygodnia wakacji, również śmiech, wkręcanie innych (co po niektórych ziomeczkii) choć wypadałoby w końcu znaleźć czas na jakieś zakupy to jakoś nie mam do tego głowy. Dziękuję wam pyszczki, mocno, mocno, najmocniej, buzi :*

sobota, 25 sierpnia 2012

Bogusie & Energy 2000 Piana Party vol II

Mimo że tak strasznie mi się nie chciało, że tak marudziłam, narzekałam, wybrzydzałam i nie potrafiłam nawet wyrobić się na czas wszystko poszło wręcz idealnie, najpierw Boguszowice drugi już dzień z Patrykiem, Ejtkiem i Darią, dobre whisky pite jak wódka, później dojechał Klimeczek z Lilą, w końcu wprawdize troszkę pijana, ale ogarniająca festfestfest, wszystko się wyjaśniło, później popsuło, naprawiło, znowu popsuło i znowu naprawiło co zwyczajnie mnie już męczy - po prostu. Nie jestem robotem bez uczuć którym można się bawić, mam nadzieję że w końcu to do wszystkich wokół dotarło :)) Dobra droga do energy! Najlepsze zawsze dzieje się w pociągu, kiedy każdy jedzie na energy, każdy wie co i jak, każdy chleje, śmieje się i rozmawia z każdym. Czyli dobry wypad do Kato z Alą, Mirką, Karoliną i Magdą plus na miejscu Szuruś, Merszi, Łysy, Lodi i ktoś kogo imienia nie znam, haha. Choć impreza taka sobie - nie będę udawać że nie, to całkiem dobre zakończenie którego zupełnie się nie spodziewałam! Dobry kalifornijski chłopak, wspólny język, rozmowa po angielsku choć zupełnie nie umiem po angielsku, i'm a skater, kisiel w majtach, koszulki w buzi ziomeczkiiiteraz pozostaje poszukiwanie koleżki z koleżkami, nie ma innej opcji, nic innego właściwie nie robię odkąd wstałam choć wyrwałam się dziś z domu choć na chwilkę z Patrykiem, póxniej spacer z Mirką i właściwie pierwszy dzień od kilku tygodni chyba kiedy wieczór spędzam w domu :)) chyba tego potrzebowałam. Troszkę odpoczęłam od wszystkiego i wszystkich, nazbierałam sił, teraz mogę marzyć i uśmiechać się z tych najmniejszych powodów bez żadnych problemów, a przynajmniej mam taką nadzieję, bo jestem ponad to wszystko wokół - tak czuję.

piątek, 24 sierpnia 2012

Popołudnie z Kalą & Boguszowice

Miał być park, wódka, dużo śmiechu z Kalą, Patoś, Lilą i Mirką a wyszło tak, że wszystkie, plus Ala, Patryk i Fansek pojechaliśmy do Boguszowic na koncert na którym tak właściwie naas nie było, kolejny raz stwierdzam że mam słabą główkę, kolejny raz stwierdzam że więcej nie piję - taaa, jasne, wcale dziś nie będę chlać, gdzie tam. Mimo tego wszystkiego co tam się działo od samego początku do samego końca, dziękuję. Choć piłam w jakimś celu i nie do końca mi to wyszło, później jedna sytuacja i było dosłownie po mnie, dotarłam do domu i znów rozsypałam się na milion kawałeczków choć myślałam że pozbieranie się potrwa trochę dłużej, całe szczęście zajęło mi to tylko godzinę, choć jestem niewyspana jakoś trochę mi lepiej i teraz już szystko musi się po prostu dobrze ułożyć i tyle, musi. Po prostu, buziam Was wszystkich i każdego z osobna za wczoraj :*:*:*

czwartek, 23 sierpnia 2012

.

Jestem przerażona faktem, że mimo tego iż mam tylu wspaniałych ludzi wokół siebie, od kilku dni nie potrafię ogarnąć myśli i nawet nie mam jak i z kim o tym porozmawiać, bo zupełnie nie wiem jak to ująć, boję się że dzieje się źle, po prostu źle. Wiem że to śmieszne gadanie ale chciałam się w te wakacje nie nudzić i faktycznie tak było ale niedawno zdałam sobie sprawę że mogę określić to tylko tak - park, imprezy, morze. Nic innego się na te wakacje nie składa, te trzy czynniki, ci sami ludzie, zero nowych, masa uczuć tak pomieszanych że nikt nie jest w stanie sobie z tym mętlikiem poradzić i choć każdy myśli że niczego nie biorę do siebie to bardzo grubo się myli. Nie wiem co musi sie wydarzyć żebym stwierdziła że kolejny raz sobie nie radzę, ale czekam na to z utęsknieniem bo później będzie mogło być już tylko lepiej a póki co stoję w miejscu, czego nienawidzę z całego serduszka. I jeżeli komukolwiek wydaje się że dobrze mnie zna, nie zdaje sobie nawet sprawy z tego jak cholernie się myli - sama siebie nie znam za dobrze. I jeżeli tak ma wyglądać koniec wakacji to ja dziękuję, wolę siedzieć w domu, nie rozmawiać z nikim, spać całymi dniami i oglądać te same seriale co zawsze, setny raz z rzędu, nudzić się i narzekać na wszystko wokół. To byłoby chyba prostsze. Ale wiem że muszę przykleić uśmiech na twarz, podnieść wysoko głowę, cieszyć się tymi ostatnimi dniami żeby później niczego nie żałować a 3 września załamać się na najbliższe 10 miesięcy, choć jestem przekonana że wszystko do tego czasu zdąży się jeszcze tak popsuć, że nawet powrót do szkoły zacznie mnie cieszyć, a przynajmniej takie mam wrażenie. Nie mam pojęcia czy ktokolwiek zrozumiał o co chodzi w całej notce, wspomniałam tu o milionie problemów i ważne że ja wiem, co miałam na myśli w poszczególnych zdaniach, przekaz jest taki że mam mózg i serce, których coraz mniej chcę używać bo coraz bardziej to się na mnie odbija a jeżeli ludzie zauważają że "Usia jest jakaś zamyślona i smutna" to na prawdę chyba coś jest nie tak, bo wtedy nawet nie myślałam o niczym konkretnym i jedynym moim marzeniem na teraz jest dowiedzieć się, co jes tnie tak i co mi ciągle przeszkadza w byciu szczęśliwą, oraz chlać chlać chlać i jeszcze raz chlać choć to też nie za dobrze, ale trudno. Przynajjmniej wtedy nie musze myśleć i skupiać się na tym całym mętliku myśli i uczuć. Dziękuję, idę dobrze się bawić na mieście w końcu z Kaloszem, bo taaaaaaaaaaak się stęskniłam że aż w to nie wierzę, jesteś poza tym wszystkim, dlatego wiem że musi być fajnie, tylko nie mówmy o niczym innym niż śmiech, błagam. :* 

środa, 22 sierpnia 2012

powrót, powitanie pyszczków

Dzieje się wszystko i nic, za nami najgorszy powrót ever prawdopodobnie, nigdy przenigdy nie pomyślałabym że droga znad morza może być do tego stopnia męcząca, ja odpadam całkowicie, nie powiem że nie, największe korki na świecie musiały spotkać akurat nas, kiedy za oknem 30 kreski na plusie, ale dałyśmy radę pyszczku, nie powiem że nie! Nawet nie miałyśmy w sumie innego wyjścia ziomuś :*
Powitanie jak najbardziej spoko stęskniłam się nieziemsko za moimi dwoma pyszczkami i calusią resztą, buziam, przytulam i kocham was caym serduszkiem, dobra nocka u Mnie, jeszcze lepszy wczorajszy dzień, chociaż? Nie pamiętam kiedy upiłam się taką odrobiną alkoholu, nie pamiętam co mówiłam, ale wiem że coś mówiłam i wpadłam w końcu na coś co dręczy mnie od kilku tygodni i wiecie co? Dalej nie wiem, co z tym wszystkim będzie, pojęcia po prostu nie mam. Nawet nie mam siły o tym myśleć i tym się prejmować, nie teraz, to nie czas na dobijanie się jeszcze bardziej, potrzebuję Ciebie obok w końcu żeby móc się wygadać ale ciebie nie ma i nie ma, a kiedy w końcu się pojawisz będzie dawno po sprawie. Mam w głowie jedną myśl która nie daje mi spokoju i w sumie to by było na tyle, dziś spędzam pierwszy raz od nie wiadomo kiedy calutki w domu chociaż pewnie nawet to mi nie wyjdzie, ale cicho. Póki co, taki właśnie jest plan! :)

piątek, 17 sierpnia 2012

słoneczkowo Grzybowowo

Po prostu dobry, słoneczny, gorąący dzień na plaży, chciałabym jutro powtóreczkę, na dobre zakończenie pyszniutkie naleśniczki z czekoladą, uśmiechy przyklejamy na twarzy i zapamiętujemy najlepiej ostatni dzień, a przynajmniej mam taką nadzieję, buzi : *


















czwartek, 16 sierpnia 2012

Kołobrzeg :))))

W środę przywitaliśmy Kołobrzeg! W sumie nie do końca tak miał wyglądać dzień, ale był to jednak bardzo dobry pomysł! Słoooneczko świeciło, w Grzybowie oczywiście najmocniej, ale przynajmniej trochę połaziłyśmy po tych wszystkich sklepikach, spędziłyśmy na molo chyba z godzinę robiąc masę zdjęć, co tam że wiało, że Karolina czekała - swoją drogą nie ma to jak spotkać swoją sąsiadko kuzynkę nad morzem, kiedy w Rybniku nie ma nawet czasu żeby chociaż chwilkę pogadać :D Choć po 5 minutach od razu zgubiłyśmy się w tłumie ludzi, później karuzela od której było mi nie dobrze od samego patrzenia i całe szczęście nie musiałam na niej jechać <ok> powrót do Grzybowa, troszkę leżenie na plaży. Wieczorem Festiwal Zupy Grzybowej, HAHAHA, jedzenie zakręęconych ziemniaczków z kebabem, plus szaszłyk za 17zł, zachowywanie się jak pijane na ulicy, zwracałyśmy uwagę chyba każdej osoby która nas mijała, ale co tam. Takiego humou jak wczoraj tutaj jeszcze nie miałam, zdecydowanie nie :D Więc dziękuję Ci Klimeczku z całego serduszka za Twoją całą glupotę, buziam : *






















Grzybowowo

Dobrze spędzam ten tydzień wakacji, nawet bardzo! We wtorek, plażing, morzing, opaling choć troszeczkę, plus dobry grill przed Pensjonatem, coraz to lepsze humory nas dopadają, całe szczęście, wieczorny spacer przez ulicę Grzybowowąąą i morze nocą, prawie na jedno wyszło czy tam byłyśmy czy nie, bo nie było zupełnie nic widać, telefon ratujący nasze głowy przed strachem kiedy szłyśmy same przez las, chociaż nie było nic słychać, haha, dobre nowe znajomości z Zabrza na ławce pod latarnią, nie żeby coś, a dziś? Niestety siedzenie w Pensjonacie na tarasie, bo choć jest ciepło słoneczko nie chce wyjść za chmurek, niestety bo mogłybyśmy pokorzystać z tego że tu jesteśmy, ale zaraz coś wymyślimy! Czyli słitaśne tatuaże, coś zjeść, pokminić żeby nie spędzić całego dnia z fejsbukiem, buziaki :*
Oooo i właśnie wróciłyśmy z miasta, wypiłyśmy pyszniutką kawę mrożoną, kupiłyśmy bransoletki, lampiony i zrobiłyśmy tatuaże - wolność z muzyką i szczęście, powysyłałyśmy też kartki i jestem z nas dumna, bez kitu! Wszystko ładnie pięknie, ale później jeden telefon z Rybnika i wszystko się zmieniło, bo choć jestem na wakacjach i jest taaak cudownie, to przejmuję się wszystim i tęsknię i chcę być przy was ziomeczki : *