Jestem przerażona faktem, że mimo tego iż mam tylu wspaniałych ludzi wokół siebie, od kilku dni nie potrafię ogarnąć myśli i nawet nie mam jak i z kim o tym porozmawiać, bo zupełnie nie wiem jak to ująć, boję się że dzieje się źle, po prostu źle. Wiem że to śmieszne gadanie ale chciałam się w te wakacje nie nudzić i faktycznie tak było ale niedawno zdałam sobie sprawę że mogę określić to tylko tak - park, imprezy, morze. Nic innego się na te wakacje nie składa, te trzy czynniki, ci sami ludzie, zero nowych, masa uczuć tak pomieszanych że nikt nie jest w stanie sobie z tym mętlikiem poradzić i choć każdy myśli że niczego nie biorę do siebie to bardzo grubo się myli. Nie wiem co musi sie wydarzyć żebym stwierdziła że kolejny raz sobie nie radzę, ale czekam na to z utęsknieniem bo później będzie mogło być już tylko lepiej a póki co stoję w miejscu, czego nienawidzę z całego serduszka. I jeżeli komukolwiek wydaje się że dobrze mnie zna, nie zdaje sobie nawet sprawy z tego jak cholernie się myli - sama siebie nie znam za dobrze. I jeżeli tak ma wyglądać koniec wakacji to ja dziękuję, wolę siedzieć w domu, nie rozmawiać z nikim, spać całymi dniami i oglądać te same seriale co zawsze, setny raz z rzędu, nudzić się i narzekać na wszystko wokół. To byłoby chyba prostsze. Ale wiem że muszę przykleić uśmiech na twarz, podnieść wysoko głowę, cieszyć się tymi ostatnimi dniami żeby później niczego nie żałować a 3 września załamać się na najbliższe 10 miesięcy, choć jestem przekonana że wszystko do tego czasu zdąży się jeszcze tak popsuć, że nawet powrót do szkoły zacznie mnie cieszyć, a przynajmniej takie mam wrażenie. Nie mam pojęcia czy ktokolwiek zrozumiał o co chodzi w całej notce, wspomniałam tu o milionie problemów i ważne że ja wiem, co miałam na myśli w poszczególnych zdaniach, przekaz jest taki że mam mózg i serce, których coraz mniej chcę używać bo coraz bardziej to się na mnie odbija a jeżeli ludzie zauważają że "Usia jest jakaś zamyślona i smutna" to na prawdę chyba coś jest nie tak, bo wtedy nawet nie myślałam o niczym konkretnym i jedynym moim marzeniem na teraz jest dowiedzieć się, co jes tnie tak i co mi ciągle przeszkadza w byciu szczęśliwą, oraz chlać chlać chlać i jeszcze raz chlać choć to też nie za dobrze, ale trudno. Przynajjmniej wtedy nie musze myśleć i skupiać się na tym całym mętliku myśli i uczuć. Dziękuję, idę dobrze się bawić na mieście w końcu z Kaloszem, bo taaaaaaaaaaak się stęskniłam że aż w to nie wierzę, jesteś poza tym wszystkim, dlatego wiem że musi być fajnie, tylko nie mówmy o niczym innym niż śmiech, błagam. :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz