czwartek, 30 sierpnia 2012

energy 2000 part V

Wszystko jak najbardziej na plus, ludzie, atmosfera, klub, muzyka, choć zaczyna mnie to męczyć - najpierw bieg na peron, później godzina w pociągu (choć dzięki Wam, ta nie była taka najgorsza) najlepsze pomysły ludzi z czerwionki, stukanie na szybę gdy włodzimierz próbuje rozkręcić imprezę - "jak zacząłem to dokończe, no bo co miałem robić", rozkminy szurusia na temat - nie potrafię gwizdać, najlepsza impreza tych wakacji prawdopodobnie, mam milion słów by ją opisać lecz użyję jednego - IDEALNIE, pomijając hot 15 przez pana spod ściany i pana Sebastiana z brakiem pamięci do imion który ogarnął wspólny język, choć ze względu na brak kalifornijskich chłopców mogłabym się nieźle wkurzyć to jednak się tego spodziewałam, później pogubienie się w Katowicach zawsze spoko, droga powrotna, najgorsze pożegnania ever, nie ogarniam aż wręcz. I rozpoczął się najgorszy dzień - najpierw godzina zamarzając na dworze na husiawce, później zacinający się komp ali, spadający telefon, zamarzający ufsiak, męczące spanie do 15, miasto z Patrykiem bez Patryka ale za to z Alą, wieczór z Nimi i Mirczansem , choć troszeczkę, dziękuję gnojki :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz