sobota, 3 sierpnia 2013

MIKE CANDYS LIVE ON STAGE, part III

Tak więc po całym dniu bieganiny, wylanych łez (ok), męczenia się, marudzenia, narzekania, zmieniania zdania co 5 minut - jadę/nie jadę bo będzie chujowo. ZDECYDOWAŁAM SIĘ I WIECIE CO? NIE ŻAŁUJĘ ANI ODROBINY! :)) Prawdopodobnie najlepsza impreza na jakiej byłam w energy, wiem że często to powtarzam ale przynajmniej lepszej imprezy z Pawłem zwyczajnie nie pamiętam. Ale od samego początku - prawie spóźnienie się na pociąg, później droga bez chlania bo jakiś geniusz dał nowe pociągi do Rybnika - po co, nie mam pojęcia.. Więc droga dość nudna, ale w Kato już konkretnie! Zwiedzanie całych Kato w poszukiwaniu jakiegoś ukrytego murka, pytanie się ludzi "ej Panie, chcemy się napić swojeo alko, gdzie można?" itd, haha! W końcu znaleźli, napili się i inne takie tam, haha. Wróciliśmy pod ene i już bez kolejeczek do środka - dzikie bansy całą noc. A to na dużej sali, a to na małej, a to na strefie vip której nie sprawdzali (Y), Wymachiwanie migającymi pałkami, rzucanie się po płyty które rozdaje candys, wyrywanie się żeby uścisnąć mu rękę i takie tam, spotkanie z moim kolegą po latach, ale na focie się nie załapałam tym razem :( Spotkanie Kamila po nie wiadomo jak długim czasie, wyrywanie wszystkich do tańca, picie kranówy bo już nie było co, jaranie się spoconym ręcznikiem Candysa - czyli jednym słowem, milion wspomnień na minutę z najlepszymi ludźmi! Przede wszystkim dziękuję Pawłowi, Ali i Beacie, Madzi, Domi, Kubie, Kamilowi, Patrykowi i Dawidowi! Uwielbiam Was :))) :*









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz