Wszyyystko naraz dziś, zalatany dzień, właśnie leżę na ogródku i smażę się na słońcu, hehe. Ale od początku, rano, zakończenie roku, szybko do szkoły, ledwo co to ogarnęłyśmy, ale normalnie, dałyśmy radę, 30 minut męczarni, świadectwa i na miasto. Wybaczcie pyśki, ale zakończyłam najgorzszy rok szkolny w moim życiu i nie wydaje mi się, żebym mogła za czymś tęsknić. Chcę o tym miejscu jak najszybciej zapomnieć, chociaż na te dwa miesiące, więc lepiej dać sobie spokój z tymi łzawymi historyjkami, jak mi to wszystkiego będzie brakować. Ławka, park, słonecznik i Mirczans, norma. Musiałam po drodze oczywiście spotkać wszystkich których spotkać nie chciałam, ale doszłam w moich przezajbistych obcasach na miasto, do parku a później do domu, jestem z siebie dumna, hehe. Teraz na szybko trochę opalania, spania, ogarniania i wieczorem PARADOX z Mirką, Szurusiem i Bananem, wyczuwam zacny melanż z białym złem, lemoniadą, leszkiem w zielonym kolorze, buzi buzi :*



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz