niedziela, 24 czerwca 2012

Dni Knurowa spędzone w Czerwionce, zawsze spoko.

A miało być tak pięknie, hehehe. Dni Knurowa, zaplanowany dojazd, miło spedzony czas w bardzo dobrym towarzystwie, godzina siedzenia w Czerwionce na naszym ulubionym peronie i co? I lipa, nic nie wyszło jak miało wyjść, ale mimio wszystko jeju, nie żałuję, zawsze to kolejna przygoda z Wami związana dziewuszki, gigantyczny przypał, milion pięćset zdjęć w lesie na miejscówce z osiedla, zawsze spoko, nie powiem że nie!

Wszystko zaczęło się od gigantycznych problemów już w domu, irytuje Mnie już ta napięta sytuacja, wszystko dlatego że popełniłam jeden mały błąd, ponad miesiąc temu. No ileż można wracać do takich chwil? Ale oczywiście Wy nie dajecie mi zapomnieć, bo po co, nie? :-)) Męczcie Mnie dalej, na pewno nie wykończę się psychicznie na dniach, co Wy, jestem robotem bez uczuć, normalnie. Jakimś cudem mogłam wyjść na wieczór, kolejny raz kłamiąc milion razy prosto w oczy, ale inaczej się już nie da. Droga do Czerwionki, na peron, 0.5 białego zła kochane, na dwie, jesteśmy mózgami roku, gratuluję nam :*:* Na chwilkę Łukasz, Łysy i paru ziomków z Cz-ki których imiona nie są do ogarnięcia chyba - Łukasz, Dawid, Sebastian, Patryk i ktoś tam chyba.. Zapowiadało się fest zajebiście i kolorowo, wręcz idealnie, nie powiem że nie, sikanie w krzakach + znaleziona bluza z najki zawsze spoko! Ogarniałyśmy a w ciągu kilku minut aż nie umiałam uwierzyć jak wszystko się zmieniło, przyszedł Szuruś, Bruno i znowu ktoś tam i znowu nie ogarnęłyśmy niiiic, zielony lubimy bardzo bardzo plus nie jesteśmy zbyt asertywne więc wyszło tak, że znalazłyśmy się w choi daleko od przystanku, na ławeczce w lasku z butelką, wszystko miło, bez przypału do czasu. I tu się zaczyna, krzyk, ból, łzy, wszystko razem, ziemia, zasłabnięcia, wybacz kochanie ale w życiu się tak nie bałam, zresztą nie tylko ja, kiedyś za to dostaniesz w ten głupi łebek, wiesz? Ale ogarnęłyśmy, jesteśmy miszczami z Alą, hahaha! I w sumie doszłyśmy do wniosku że serio nie ma po co jechać do tego Knurowa, bo już 22, koncert się dawno zaczął, to zostałyśmy w czerwionce do 23, czekając na pociąg albo Łukasza i Łysego którzy jak mówili "najpóniej będziemy o 22, na pewno" nonono, ale i tak lubię lubię takie dni przebardzo, dziękuję Wam dziewczynki, odbijemy sobie 29 a później 13, obiecuję Wam z całego serduszka :*:*:* Ogłaszam wizytę w Czerwionce Twoim osobistym i największym zgonem roku, nie chcę już nigdy przenigdy powtórki.

 BUZIBUZI :*:* 








 Łysy, Łukasz, Szuruś & Banan 
dziękidzięki kolejny raz ratujecie nam tyłki :*:* 











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz