W czwartek ogarnianie życia, angielski na godzinę 8, kartkówka z 50 słówek (nie wiem jak to przeżyłam, bez kitu). Spałam chyba cały dzień, wieczorem park - czyli rybnicka norma dla wilczka, paweł, kuba i wszyscy jak to zwykle tu bywa. W piątek w sumie to samo, piwko, ogródki, grota i wszystko naraz łącznie z parkiem i milionem osób na sekundę, plus Klimeczek :*
W Sobotę nasza podróż życia do Czerwionki, do końca niezbyt pewna, zero jakieś organizacji, ale moja znajomość tych terenów powaliła kiedy znalazłam biedronkę, uśmiechy, powitania, przytulanie, gadanie o wszystkim i niczym, dziwne pytania, nie ogarnianie kto jest czyim bratem (cicho, haha), coś co było wiadome od pierwszej sekundy, dwie wyborowe z mango na raz, brak noclegu i genialny plan spania u Gorzawskich który na nieSZCZĘŚCIE się posypał, bo spanikowałabym przekraczając próg podwójnie, zdecydowanie, bez kitu i w ogóleee! Przyjazd na rybnik z panem X - przepraszam że nie pamiętam imienia, ale nie byłam w stanie go zapamiętać niestety :( I chyba pierwszy raz byłam tak zła i szczęśliwa jednocześnie, bez kitu. Wiem już wszystko, wszystkiego jestem pewna, a swoją drogą chciałam bardzo podziękować za siedzenie na budze na osiedlu, pożeranie słonecznika, próbie spania na klatce schodowej i innych takich - Wilk, Ala, Merszi, Szuruś, Gorzaw, Misio, Piotrek, Łysy i koledzyy :*
Niedziela? dzień cwela - powrót nad ranem, spanie do 17 i w końcu jakimś cudem ruszyłyśmy tyłki na NOC ŚWIĘTOJAŃSKĄ, na którą dotarłyśmy 10 minut przed zakończeniem - never mind. Park plus Wilk, Ala, Paweł, Lili, Ejtek, Skibu, Agata, Robert, Patoś, Pedro, wyborowa z mango czyli pychotka na upał, ogródki bez ogródków czy cokolwiek, bo nie wiem jak nazwać chlanie piwa na środku rynku na ławce, kupionego w żabce, ale mniejsza. Pyszny kebabik, najdłuższa droga do domu jaka jest tylko możliwa - kładzenie się na ziemii, siadanie, łzy w oczach, wyrywanie róż na przeprosiny, udawanie że jest się z FBI i inne takie tam śmieszniaszki, NONO, dziękuję :*
Poniedziałek zostawiam bez komentarza, wieczór z moimi dwoma największymi serduszkami, misiami, kochaniami, pysiami, kocham Was najbardziej na świecie - Wilku i Paweł. Pizza, bilard, park i nocne spacery po Rybniku kończące się na ogródkach z poddasza w najlepszym klimacie, z fajnymi ludźmi, innymi niż zwykle to bywa, po prostu dziękuję bo potrzebowałam waszej dwójki na wyłączność przez kilka godzin :*
DZIĘKUJĘ WILCZUROWI, ZA TEN CALUTKI TYDZIEŃ. CHOĆ PRZESPAŁYŚMY 3/4 NASZEGO CZASU, RESZTĘ SPĘDZIŁYŚMY NA GADANIU O PIERDOŁACH, NA NARZEKANIU I INNYCH ZBĘDNYCH RZECZACH, TO KOCHAM CIĘ NAJMOCNIEJ NA ŚWIECIE, NIKT MNIE NIE WSPIERA JAK TY, NIKT ZE MNĄ TYLE NIE WYTRZYMUJE CHOĆ NA CO DZIEŃ JESTEŚ TE KILKA H STĄD - NIESTETY. KIEDYŚ SIĘ TO ZMIENI I BĘDZIEMY CHODZIĆ DO SIEBIE NA KAWKĘ I CIASTO, NASZE DZIECI BĘDĄ SIĘ RAZEM WYCHOWYWAĆ I TAKIE TAM, ALE TO ZA KILKA LAT BO WIEM, ŻE DALEJ BĘDZIESZ MI TAK SAMO BLISKA, O ILE NIE BARDZIEJ. JESTEŚ NAJWSPANIALSZĄ SIOSTRĄ, DZIEWCZYNĄ, CHŁOPAKIEM, PRZYJACIÓŁKĄ, MAMĄ I WSZYSTKIM NA ŚWIECIE :* I JUŻ ZA TOBĄ TĘSKNIĘ, TAK NIESAMOWICIE ŻE NIE POTRAFIĘ TEGO NAWET OPISAĆ!












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz